No i nareszcie - Sydney. Poczatek dnia byl na stacji Town Hall, mieszczacej sie tuz przy Ratuszu i zabytkowym Budynku Krolowej Wiktorii (w ktorym obenie miesci sie dosc luksusowe centrum handlowe). Generalnie to srodek miasta - srodek pulsujacego zyciem City.
Tuz obok rozposciera sie Hyde Park, dosc lysawy i pelen ibisow park przy Katedrze Najswietszej Marii Panny.
Ibis
Wyglada na to, ze ta eukaliptusowa aleja moze byc dosc popularnym tlem dla slubnych zdjec.
Z Hyde Parku od razu przechodzi sie do Krolewskiego Ogrodu Botanicznego. I jesli do tej pory nie poczulo sie, ze jest sie w egzotycznym kraju - to czas najwyzszy by tego doswiadczyc:
Drzewo butelkowe
Pelno w nim kolorowych papuzek (niestety dosc trudno je sfotografowac) i rozkrzyczanych kakadu, ktore calkiem wdziecznie pozuja do zdjec:
No ale oczywiscie najwazniejszym punktem wycieczki byla Opera. Jest imponujaca, w zaleznosci od padajacego swiatla przybiera najrozniejsze kolory - od stalowej szarosci, poprzez sniezna biel, po lekka pomarancze o zachodzie slonca.
no i oczywiscie drugi wazny punkt w Sydney - Harbour Bridge:
smialkowie, ktorzy odwazyli sie tam wejsc

















Żądam kangurów!!!!!!!
OdpowiedzUsuńJa tez!!! ;-)
OdpowiedzUsuń