I choć tkwię wciąż w jesienno-zakatarzonym nastroju w Polsce - wyprawa na Antypody nabiera coraz to bardziej realistycznych kształtów.
Plan jest taki:
Na początku listopada lądujemy w Sydney i tam, w zależności od pogody i warunków (bo w końcu teraz płoną lasy...) zwiedzamy okolice. I miasto (chcę zobaczyć operę! The Royal Botanic Garden, zjeść burgera w The Rook, pobuszować na pchlim targu, przejść się po Manly, wypłynąć promem na jedną w wielu wysp i odkryć stare wraki z Homebush Bay).. No i w listopadzie załapiemy się jeszcze na festiwal Sculpture by the Sea (http://www.sculpturebythesea.com) - oczyma wyobraźni już widzę te fantastyczne zdjęcia na Bondi Beach! Pojeździmy trochę po okolicach - Blue Mountains przede wszystkim.
Po pierwszym tygodniu pobytu w Australii czeka nas wyprawa do samego serca kontynentu - czyli 4 dni na outbacku. Medytacja pod Uluru! Spełnię swoje marzenie z dzieciństwa i zobaczę słynną świętą górę Aborygenów! Wyprawa do Kings Canyon też jest zaplanowana. Również wędrówka po Kata Tjuta.
Po powrocie do Sydney od razu wskakujemy w samochód i jedziemy na Północ, do Brisbane. Po drodze pewnie same atrakcje, ale tutaj trochę zdajemy się na przypadek (choć już wiem, że na pewno zahaczymy o Byron Bay i Lamington Park - rezerwat lasu deszczowego). W Brisbane wskakujemy na prom i płyniemy na Moreton Island - do ośrodka Tangalooma (http://www.tangalooma.com). Tydzień na wyspie: bezkresny szmaragdowo-turkusowy ocean, złoty piasek na plaży, kolorowe rybki, zatopione wraki - czego więcej chcieć od życia?... szczególnie w listopadzie?
A potem nasze plany nie są jeszcze sprecyzowane. Na pewno chcemy zobaczyć okolice Sydney (w promieniu 200 km są tak niesamowite miejsca jak Kiama ze swoimi Cathedral Rocks, Hyams Beach z najbielszą plażą na kontynencie czy Jervis Bay), może nawet dostać się do Melbourne (Great Ocean Road woła...). To wszystko okaże się już tam, na miejscu.
A na sam koniec pobytu - pożegnalny koncert w Operze w Sydney - nie mogę się doczekać wejścia do tego monumentalnego symbolu miasta!
Zatem - za tydzień wylot. Postaram się jak najszybciej i jak najwięcej zdjęć tutaj wrzucać, co oczywiście będzie zależało od czasu i dostępu do sieci;-)
A ja będę tu codziennie przez cały listopad zaglądać :)
OdpowiedzUsuńzapraszam! i mam nadzieję, że szybko uda mi się zapełnić bloga zdjęciami!
OdpowiedzUsuńpróba komentarza.Ana
OdpowiedzUsuń